RSS
 

Bank da pracę, znajdzie opiekunkę do dziecka? W rzeczywistości równoległej…

03 lip

Dziś media powtarzają podaną przez „Rzepę” informację o tym, jak to banki zamiast licytować mieszkania dłużników hipotecznych będą pomagać im znajdować pracę, czy opiekę dla dziecka, ażeby taka zadłużona osoba mogła pracować. Ki diabeł, myślę sobie. Czyżby Boże Narodzenie w tym roku wcześniej wypadało, że już teraz banksterzy zaczynają mówić ludzkim głosem. Zainteresowałem się tematem i z przykrością musze zauważyć, że dziennikarza „Rz” poniosła licentia poetica, a pozostałe media bezkrytycznie powtarzają newsa.

Po kolei zatem, 22 lipca 2017 r. zaczyna obowiązywać ustawa z dnia 23 marca 2017 r. o kredycie hipotecznym oraz o nadzorze nad pośrednikami kredytu hipotecznego i agentami. Czy w tekście ustawy znajdziemy wzmiankę o obowiązku poszukiwania pracy czy opiekunki dla dziecka zagrożonemu kredytobiorcy przez bank? Oczywiście nie.

Jest art. 33:  

1. Jeżeli konsument opóźnia się ze spłatą zobowiązania z tytułu udzielonego kredytu hipotecznego, kredytodawca wzywa go do dokonania spłaty, wyznaczając termin nie krótszy niż 14 dni roboczych.

2. W wezwaniu, o którym mowa w ust. 1, kredytodawca informuje konsumenta o możliwości złożenia, w terminie 14 dni roboczych od dnia otrzymania wezwania, wniosku o restrukturyzację zadłużenia.

3. Kredytodawca umożliwia restrukturyzację zadłużenia, jeżeli jest to uzasadnione oceną sytuacji majątkowej konsumenta.

4. Restrukturyzacja zadłużenia jest dokonywana na warunkach uzgodnionych przez kredytodawcę i konsumenta.

5. Kredytodawca dokonuje restrukturyzacji zadłużenia przez:

1) zaoferowanie konsumentowi możliwości czasowego zawieszenia spłaty kredytu hipotecznego;

2) zmianę wysokości rat kapitałowo-odsetkowych kredytu hipotecznego;

3) wydłużenie okresu kredytowania;

4) inne działania umożliwiające spłatę zobowiązania.

Oraz art. 34: W przypadku odrzucenia wniosku konsumenta o restrukturyzację zadłużenia kredytodawca przekazuje konsumentowi, bez zbędnej zwłoki, w formie pisemnej, szczegółowe wyjaśnienia dotyczące przyczyny odrzucenia wniosku o restrukturyzację zadłużenia.

Uporządkujmy wiedzę, na początek wyjaśnienie: kredyt hipoteczny to kredyt, który spłaca się w Polsce do gorzkiego końca. To znaczy nawet jak ktoś popada w kłopoty finansowe to kredyt hipoteczny spłaca jak długo tylko może. Debetuje karty kredytowe, zaciąga chwilówki, pożycza po rodzinie, wszystko aby tylko spłacać kredyt i jak mu się wydaje nie stracić dachu nad głową. Pisałem już, że takie działanie nie ma sensu, mieszkanie i tak w końcu zostanie zlicytowane, a opisanymi działaniami można zamknąć sobie drogę do upadłości konsumenckiej.  Tak jednak wygląda mentalność kredytobiorcy. Tego się nie zmieni.

Więc można założyć, że kredytobiorca zwróci się do banku z wnioskiem o restrukturyzację zadłużenia dopiero wtedy, gdy dojdzie do ściany.  Kredytodawca oczywiście odmówi, zgodnie z nowa ustawa odmowe uzasadni informacją, iż kredytobiorca nie daje gwarancji spłaty zrestrukturyzowanego kredytu. Bowiem, znów zaprzestanie spłaty kredytu hipotecznego wynika niemal zawsze z jakiś poważnych, obiektywnych przyczyn. Utrata dobrej pracy (polecam post „Ku przestrodze”) choroba kredytobiorcy lub członka rodziny. Rozwód i obniżenie się dochodu w przeliczenie na członka rodziny. Śmierć współmałżonka. Nikt nie zaprzestaje spłaty kredytu hipotecznego, ot tak sobie.

Czy jednak nowa ustawa w ogóle nie ma znaczenia dla kredytobiorców hipotecznych, ma i to istotne. Szczególnie w połączeniu z brakiem możliwości wystawienia przez bank BTE (bankowego tytułu egzekucyjnego), oczywiście o ile bank nie dysponuje wekslem dłużnika. Otóż, nowa ustawa stanowi, iż po odrzuceniu wniosku o restrukturyzację bank musi umożliwić sprzedaż kredytowanej nieruchomości przez samego dłużnika  w terminie 6 miesięcy. Nie trzeba wyjaśniać, że dłużnik sam sprzeda nieruchomość dużo korzystniej niż gdyby robił to komornik na wniosek banku.

Niewątpliwie nowa ustawa to krok w dobrym kierunku, także gdy chodzi o obowiązki informacyjne kredytodawców, pośredników, nadzór nad pośrednikami itp. Ale spokojnie z tym, że bank pomoże zadłużonemu kredytobiorcy. Dlaczego zamiast pomóc i tak woli sprzedać wierzytelność? Jedno magiczne słowo sekurytyzacja. Bank sprzedając wierzytelność funduszowi sekurytyzacyjnemu (który najczęściej należy do tej samej grupy kapitałowej) do przychodów nie zalicza przychodów ze zbycia funduszowi sekurytyzacyjnemu albo towarzystwu funduszy inwestycyjnych tworzącemu go wierzytelności z tytułu kredytów i pożyczek – do wysokości niespłaconej ich części. Ponadto bank może zaliczyć w koszty uzyskania przychodów stratę poniesioną na tej sprzedaży do wysokości utworzonej rezerwy zaliczonej do kosztów uzyskania przychodów.

Jako podatnicy hojnie wspieramy banki, które dodatkowo w ten sposób zniechęcamy do jakiejkolwiek elastyczności w negocjacjach z dłużnikami. Żadna ustawa tego nie zmieni dopóki nie wyeliminujemy możliwości sekurytyzacji wierzytelności.  Także nie sprzeszcie się pędzić do banku, żeby wam opiekunkę dla dziecka znalazł. Tym bardziej, że ustawa znajdzie zastosowanie dla umów kredytowych zwartych po 21 lipca 2017 r.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Windykatorzy zostali niczym Himilsbach z angielskim

02 lip

Ażeby was takie, owakie syny pokręciło. Okazuje się, że Sąd Najwyższy wysłuchał moich życzeń dla branży windykacyjnej i w sprawie  III CZP 17/17 orzekł co następuje, ale najpierw pytanie:

Czy przerwa biegu przedawnienia spowodowana złożeniem wniosku o nadanie klauzuli wykonalności bankowemu tytułowi egzekucyjnemu przez wierzyciela będącego bankiem odnosi skutek wobec cesjonariusza tej wierzytelności nie będącego bankiem?​

I odpowiedź: uchwała Sądu Najwyższego z dnia 9 czerwca 2017 r.

​Wniosek o nadanie klauzuli wykonalności bankowemu tytułowi egzekucyjnemu nie przerywa biegu przedawnienia roszczenia objętego tym tytułem wobec cesjonariusza nie będącego bankiem.

Pozwólcie, że wyjaśnię to w prostych, żołnierskich słowach: te wszystkie Ultima, Getbacki, Besty zostały niczym Himilsbach  z angielskim, mają w księgach rachunkowych jedynie przedawnione roszczenia,

Zawsze, ale to zawsze, podkreślam słowo „zawsze” podnoście zarzut przedawnienia, niech się sąd martwi jak obliczyć termin przedawnienia. 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Te cholerne weksle

26 cze

Z niezrozumiałych dla mnie powodów przyjęło się traktować podpisanie weksla niczym „Bolek” potraktował podpisanie zobowiązania do współpracy z SB.  Coś tam podpisał, ale nie pamięta co. O ile Bolkowi takie podejście uchodziło płazem, to podpisującemu weksel niezwykle rzadko.

Na początek kilka wyjaśnień czym jest weksel: papier wartościowy sporządzony w formie ściśle określonej przez prawo wekslowe, zawierający bezwarunkowe przyrzeczenie wystawcy zapłacenia określonej sumy pieniężnej we wskazanym miejscu i czasie określonej osobie (remitentowi) i stwarzający bezwarunkową odpowiedzialność osób na nim podpisanych.

Zwróćmy uwagę na użycie słowa bezwarunkową i to po dwakroć. Przyrzekamy, że zapłacimy określoną sumę pieniędzy posiadaczowi weksla. Na nic zdadzą się biadolenia, a to, że oszukali, wprowadzili w błąd, ja nie wiedziałem, podpisałem bez czytania. Nic z tego płacz i płać.

Kiedy możemy spodziewać się obowiązku podpisania weksla. W banku zaciągając zobowiązanie, zatrudniając się gdy umowa o pracę wymaga naszej odpowiedzialności za mienie powierzone, w stosunkach między przedsiębiorcami (powiedzmy mamy stały kredyt kupiecki u dostawcy). Co wtedy – uznałbym, że lepiej pracy nie dostać, kredytu nie dostać.

Moja rada dla potencjalnych wystawców weksli jest bardzo prosta: „nie róbcie tego!”. Po pierwsze przeciętny człowiek nie zdaje sobie sprawy ze znaczenia swojego podpisu na wekslu. Nawet osoby mające tzw. japońskie pojęcie o prawie (jako – tako) nie powinny weksli tykać.

Przejdźmy od teoretycznych rozważań do sytuacji z życia wziętej:

Angelika Swoboda, Gazeta.pl: Załóżmy, że chcę zostać ajentem sieci Żabka. Co muszę zrobić?
Joanna Jurkiewicz: Musisz założyć jednoosobową działalność gospodarczą i podpisać umowę ze spółką Żabka Polska. Firma ta już na początku zabezpiecza się w ten sposób, że daje kontrahentowi do podpisu pusty weksel. Z zastrzeżeniem, że sieć ten weksel wypełni, kiedy współpraca się skończy, wpisując kwotę zobowiązań, jakie ma wobec sieci ajent.

Jaka to może być kwota?
- Teoretycznie może to być zero, ale w praktyce jest to raczej niemożliwe.

Taki straszak?
- Oczywiście. Czasem ten straszak w ogóle może nie być wykorzystany, ale ajent wie, że weksel jest. I to go dyscyplinuje. Choć niektórzy moi rozmówcy twierdzili, że od początku przypominano im, że podpisali weksel, i lepiej, żeby nie podskakiwali. Byli też tacy, którzy – niczego nie podejrzewając – dawali weksel do podpisania na przykład małżonkowi czy dzieciom. I ci bardzo się bali, że po zakończeniu współpracy spółka naśle na ich bliskich windykatorów. A windykacja z weksla jest bardzo prosta, nie trzeba się sądzić. To kontrowersyjne. No i nie ma wyjścia: jak ktoś chce nawiązać z Żabką współpracę, musi weksel podpisać. 

źródło: gazeta.pl

Opisano sytuację, gdy ktoś nie tylko sobie strzela w stopę podpisując weksel, ale i przy okazji zadłużył małżonka lub dzieci. Koszmar, koszmar wynikający z niewiedzy. Na wypadek jednak gdybyś Szanowny Czytelniku nie zamierzał posłuchać ostrzeżenia błagam o jedną rzecz: na wekslu podpisując napisz: „nie na zlecenie”. Spowoduje to wyłączenie możliwości przenoszenia weksla na inną osobę poprzez tzw. indos wekslowy, a spowoduje konieczność dokonania zwykłego przelewu wierzytelności. Oczywiście wierzyciel nie ciemię bity natychmiast zaprotestuje i ze współpracy nici.

Myśli sobie potencjalny wystawca weksla „przecież to mnie nie dotyczy, ja jestem uczciwy, ze swoich zobowiązań się wywiąże.” Pytanie czy również kontrahent tak uważa, czy twoja opinia, że się wywiązałeś ze zobowiązań pokrywa się z opinią kontrahenta.

Jak wygląda modelowy przykład „zrobienia w weksel”:

- po pierwsze, wierzyciel dokonuje indosu na rzecz, nierzadko podmiotu powiązanego, chodzi o to by dłużnik nie mógł bronić się zarzutami ze stosunku podstawowego. Czyli firma Płaz wypełnia weksel wystawiony przez ajenta, powiedzmy na 50.000 – 100.000 zł (niezapłacony towar, kary umowne itp.) i dokonuje indosu na rzecz firmy windykacyjnej.

- windykator składa pozew w postepowaniu nakazowym, sąd wydaje nakaz zapłaty i tu uwaga zaczyna się robić wesoło, nakaz zapłaty w postepowaniu nakazowym stanowi podstawę do dokonania zabezpieczenia roszczenia przez komornika. Ponieważ windykator jest tzw. „wierzycielem masowym” współpracuje z kilkoma kancelariami komorniczymi, które traktują go priorytetowo – może się okazać, że kilka dni po doręczeniu nakazu zapłaty komornik pozajmuje konta dłużnika. Dochodzą koszty adwokackie, koszty komornicze – dług rośnie o dodatkowe, powiedzmy 20%.

- sprawa nie jest zakończona, można się bronić poprzez złożenie środka odwoławczego, w tym przypadku są to zarzuty. Pięknie, ale prawidłowo sformułować zarzuty wcale nie jest tak łatwo, zwłaszcza jak nie ma się pojęcia o prawie wekslowym. Skoro sami nie wiemy jak to zrobić idziemy do adwokata, adwokat jak to adwokat coś zjeść musi, a i wypić też. Więc pojawia się problem honorarium, problem jest o tyle poważny, ze konta mamy wyczyszczone, dobrze jak ktoś ma gotówkę, albo rodzinę od której może pożyczyć.

- szczęśliwie dla nas, adwokat sprawę poprowadzi za niewygórowane honorarium, pojawia się kolejny problem: wpis od zarzutów. Powód wnosząc pozew w postępowaniu nakazowym płaci ¼ wpisu (zwykle jest to 5% dochodzonego roszczenia) my zaś wnosząc zarzuty dopłacamy pozostałe ¾ wpisu. W opisanym przypadku będzie to tysiąc lub dwa. Niechby i sąd zwolnił z kosztów (przedsiębiorcę, really?)

- sprawa może się toczyć. Tylko przed jakim sądem, ano sądem właściwym dla miejsca płatności weksla, który przypadkiem jest akurat na drugim końcu Polski.

- pierwszy zarzut jaki każdemu przyjdzie do głowy to zarzut wypełnienia weksla niezgodnie z deklaracją wekslową. Tylko, że po indosie to sobie możemy taki zarzut składać na zdrowie. Trzeba by wykazać, że nabywca weksla wiedział o nieprawidłowym wypełnienie weksla lub z łatwością mógł się dowiedzieć. Niechby i tam nie doszło do indosu, pozywa nas firma Płaz. Mam takie pytanie, jeżeli czyta to jakiś ajent: a kopie deklaracji wekslowej Waszmość masz? Nie? Tak myślałem. Firma po prostu zaprzeczy, że w ogóle to był weksel niezupełny.

- najczęstszy wynika sprawy będzie taki: ajent przegra z windykatorem, a sąd mu powie, że przecież może wytoczyć kolejną sprawę firmie Płaz. Tylko, że taki ajent nie będzie miał siły, ani pieniędzy na dalsze procesowanie. Zwykle jest już bankrutem i co gorsza nie złożył w terminie wniosku o upadłość

Ajenci firmy Płaz często pracują za tysiąc złotych miesięcznie (taki mają dochód), wyzyskują pracę własnej rodziny, żeby oszczędzić na pracownikach, wyzyskują pracowników, żywią się przeterminowanymi makaronami z własnego sklepu. Praprzyczyna ich nieszczęść jest podpisanie niepozornego i nieistotnego  (jak uważali) świstka papieru.

„Ajenci Żabki nie tylko podpisują puste weksle, lecz także często żyrują im je całe rodziny. – U mnie to dwóch synów, synowa i mąż - wzdycha Anna.

- Rodzice, którzy zresztą do tego… hm… biznesu dokładali się przez cały czas - mówi Katarzyna.

- Ja mam jeszcze gorzej, bo sam jestem żyrantem dwóch kolegów ze szkolenia. Nawzajem sobie weksle zabezpieczyliśmy, bo nie miał nam kto – rozkłada ręce Wojtek.”


http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/495022,pieniadze-a-praca-w-sieciach-zabka-ktora-ugryzla.html

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Troll w pałacu sprawiedliwości

25 cze

Postanowienie o zawieszeniu postępowania wydane przez sędziego Wojciecha Łączewskiego trudno określić inaczej niż jako zwykły, sędziowski trolling. Przypomnijmy czym jest trolling (za Wikipedią).

Trollowanie (trolling)–  antyspołeczne zachowanie charakterystyczne dla forów dyskusyjnych i innych miejsc w Internecie, w których prowadzi się dyskusje. Osoby uprawiające trollowanie nazywane są trollami.

Trollowanie polega na zamierzonym wpływaniu na innych użytkowników w celu ich ośmieszenia lub obrażenia (czego następstwem jest wywołanie kłótni) poprzez wysyłanie napastliwych, kontrowersyjnych, często nieprawdziwych przekazów czy też poprzez stosowanie różnego typu zabiegów erystycznych  Podstawą tego działania jest upublicznianie tego typu wiadomości jako przynęty, która doprowadzić mogłaby do wywołania dyskusji.

Typowe miejsca działania trolli to grupy  i listy dyskusyjne, fora internetowe, czaty itp. Trollowanie jest złamaniem jednej z podstawowych zasad netykiety. Jego efektem jest dezorganizacja danego miejsca w Internecie, w którym prowadzi się dyskusję i skupienie uwagi na trollującej osobie.

Oczywistym jest, że sąd ma prawo, a nawet obowiązek badać umocowanie pełnomocnika strony w postępowaniu. Nie ma jednak nawet cienia podstawy prawnej by sąd cywilny mógł oceniać prawidłowość wyboru Prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Tymczasem Wojciech Łączewski zawiesił proces. Powód? Sędzia Julia Przyłębska może nie być, zdaniem Wojciecha Łączewskiego, prezesem TK.

Sprawa jest zadziwiająca, a w zasadzie nie jest. Proces wytoczył Trybunałowi Konstytucyjnemu przedsiębiorca Marek Jarocki. Jest to modelowy wręcz przykład pieniactwa sądowego. Zupełnym przypadkiem sprawa trafia do referatu Wojciecha Łączewskiego, ot przechodził przypadkiem, z tragarzami. Wojciech Łączewski oczywiście korzysta z okazji by znów przypomnieć opinii publicznej o swoim istnieniu.

Przypomnijmy zatem sprawę włamania do laptopa (czy przypadkiem zawiadomienie o nie popełnionym przestępstwie nie jest przestępstwem). Ostatnio jak zaglądałem do kodeksu karnego to był tam artykuł 238: Kto zawiadamia o przestępstwie, lub o przestępstwie skarbowym organ powołany do ścigania wiedząc, że przestępstwa nie popełniono, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

„Jako pierwsza aferę z udziałem „znanego sędziego” opisała redakcja serwisu kulisy24.pl. Wówczas jednak nie podawano żadnych nazwisk, opisując jedynie mechanizm prowokacji. Z relacji serwisu wynika, że na Twitterze założone zostało fałszywe konto, łudząco podobne do oficjalnego profilu znanego dziennikarza. Choć wielu internautów nie dało się na to nabrać, niespodziewanie ktoś podający się za „znanego sędziego” miał podjąć próbę kontaktu. Pisząc również z fałszywego konta zapewniał, że w przypadku walki z rządem Prawa i Sprawiedliwości niezbędna jest „zmiana strategii”. Sugerował również chęć spotkania z dziennikarzem.

„Gazeta Warszawska” ujawniła z kolei że z ustaleń dziennikarza Pawła Mitera wynika, iż „znanym sędzią” ma być Wojciech Łączewski – sędzia, który skazał byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego – natomiast dziennikarzem, z którym chciał się spotkać i którego fałszywy profil pojawił się na Twitterze – miał być Tomasz Lis.”

Do dziś włos z głowy sędziemu nie spadł, wiadomo: kasta broni, kasta radzi, kasta nigdy was nie zdradzi.

- Biegli przebadali komputer stacjonarny, laptopa, tablet i telefon sędziego. Wnioski są jednoznaczne: nie było włamania ani do sprzętu, ani na konta na Twitterze. W laptopie Łączewskiego znaleziono jego zdjęcie wysłane do rzekomego Lisa – mówi „SE” jeden z prokuratorów, pracujących przy sprawie.

Żalą się potem, że „jedwab tną na szmaty”, nie to przez 25 lat szmaty zszywali i kazali nam wierzyć, że to jedwab. Czy kogokolwiek dziwi, że idąc do sądu pendrive zostawiam w samochodzie? Ot, strzeżonego Pan Bóg strzeże.

Cześć, mam na imię Wojtek i tez mam 11 lat

http://niezalezna.pl/85626-sedzia-laczewski-z-nadzwyczajnej-kasty-ludzi-klamal-informatycy-zbadali-jego-komputer

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ku przestrodze…

02 kwi

Jeszcze 2 lata temu byłem dyrektorem regionalnym na dwa województwa jednej z bardzo dużych, znanych firm. Nie będę mówił jakiej, bo chcę zachować anonimowość. Życie było piękne, choć zapierdalałem po 10-12 godzin dziennie i często jeździłem na rozmaite delegacje to pensja 22 tyś złotych netto miesięcznie rekonpensowało mi wszystko. Szło jak w zegarku, nie miałem żadnych wtop, osiągałem dobre wyniki. Czułem się królem życia, nic nie zapowiadało że cokolwiek może się spierdolić. Wybudowałem dom, ale mimo zarobków wziąłem kredyt, bo skoro przecież tak dobrze zarabiałem postanowiliśmy z żoną że nie postawimy standardowego klocka za 400 tysięcy. Całkowity koszt wyszedł ponad milion, a trochę ponad połowę pożyczyliśmy. Poza tym dwa dobre auta. Mamy dwójkę dzieci. 2x w roku bardzo dobre wakacje.

I nagle bez żadnych wyjaśnień dostałem wypowiedzenie. Kurwa szok. Bez żadnych tłumaczeń, nikt nic nie wie. Ponoć centrala zadecydowała, ta najwyższa, na zachodzie. Wszyscy niby współczuli i nie rozumieli jak tak można, ale wiedziałem że tak naprawdę mają to w dupie, lub się cieszą. Ale ok, myślę, nie trzeba wpadać w panikę. Dostałem odprawę, plus kontrakt miałem tak skonstruowany, że jeszcze przez 6 miesięcy miałem otrzymywać pełną wypłatę. Myślałem że z moim CV znajdę szybko dobrą pracę. Choć miałem zapis o zakazie pracy u konkurencji. Ofert rzeczywiście nie brakowało. Problem polegał na tym, że nigdzie nie chciano dać mi wiecej jak 5-8 tysiecy na rękę. Powiecie że to dużo. Ja wiem że w Polsce dużo, ale nie w sytuacji kiedy masz 6 tysięcy złotych zobowiązań kredytowych na dom, samochody. No więc rok szukałem pracy, oszczędności topniały w zastraszającym tempie. Po roku poszedłem więc do takiej za 7 tysięcy. Samochody sprzedaliśmy, kupiłem jeden tańszy. Zobowiazania spadły do 4 tysięcy. No ale wciąż po opłaceniu kredytu hipotecznego, opłat itd. zostawał jakiś tysiąc złotych na życie. Żona poszła do pracy, okazało się że za więcej jak 2 tysiące na rękę nie znajdzie, bo przez 15 lat nie pracowała i prawie nikt jej nie chciał zatrudnić mimo dobrego wykształcenia. Nadmienię że mamy dwójkę dzieci więc koszta mamy duże. Po pół roku zwolnili mnie z nowej pracy, bo się niby nie nadawałem. Może to i racja. Popadłem w strasznego doła, straciłem wiarę w siebie. Wystawiliśmy z żoną dom na sprzedaż ale od razu nam powiedział facet z nieruchomości że sprzedamy grubo poniżej kosztów. Wystawiliśmy za 700 tyś to by pozwoliło spłacić kredyt i zostałoby na mieszkanie w bloku z wielkiej płyty. Na razie jeszcze nikt nie kupił. Zacząłem stronić od ludzi, było i jest mi wstyd że tak spadł mój status, że sobie nie pradziłem. A niedawno wszycy mi zazdrościli. Niby sobie powtarzam że nie można być pizdą i muszę się wziąć z życiem z bary, ale jakoś nie mam siły tego robić co sobie w głowie myślę.

W końcu dopadł mnie los milionów Polaków. Wyemigrowałem, bo już nawet za te 5-8 tyś nie mogłem znaleźć pracy w Polsce. Siedzę od kilku miesięcy na zachodzie i zapierdalam na taśmie. Mieszkam z 3 innymi Polakami, mam swój POKÓJ za 300 Euro miesięcznie. Żonie wysyłam jakieś 1000-1200 euro miesięcznie. Najgorsza jest rozłąka z dziećmi, a nie mogą tutaj przyjechać bo są już w szkole i to nie miałoby sensu. Żyję jak robot, chyba muszę poszukać jakiegoś terapeuty. Ta chujnia jest ku przestrodze. Fortuna kołem się toczy, nie zapominajcie o tym. Bądźcie pokorni nawet jak się wam powodzi, nie wiadomo co będzie jutro! Choćby nie wiem jak wam było dobrze, miejcie plan awaryjne na wypadek wtopy! Ja nie miałem i teraz za to płacę.

Znalezione, na chujnia.pl

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Sąd pozarządowy

18 gru

W każdej instytucji większej niż warsztat samochodowy Pana Zenka istnieją rejestr umów, rejestr faktur, tworzy się tzw. ścieżki akceptacji wydatków. Zanim choćby złotówka zostanie komukolwiek przelana niezbędna jest akceptacji zarówno merytoryczna jak księgowa. W obrębie kont tworzy się subkonta tak, żeby zagwarantować przejrzystość i utrudnić ewentualne malwersacje. Tworzy się kontrolę wewnętrzną, obowiązuje zasada, ze pracownicy pilnują się nawzajem. Czy taki system działał w krakowskim Sądzie Apelacyjnym? Z pewnością. Dlaczego zawiódł? Po prostu doszło do zblatowania wszystkich ze wszystkimi.

Przypomnijmy mechanizm działania. Centrum Zakupów dla Sądownictwa zlecało firmie zaprzyjaźnionego rolnika sporządzanie analiz dotyczących rożnych aspektów funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości. Kwoty zleceń były tak dobierane, by nie trzeba było ogłaszać przetargów. Ponieważ rolnik jak to rolnik, nie zna się na sądownictwie więc zwracał się do kogoś kto taką wiedzę posiada. Otóż zupełnym przypadkiem zlecenia trafiały do prezesa Sądu Apelacyjnego Krzysztofa (ciągle jeszcze) Sobierajskiego. Ten kwitował odbiór 8 tysięcy za umowę, resztą zlecenia dzieliły się pozostałe zaangażowane w sprawę osoby – m.in. dyrektor Centrum, główna księgowa, rolnik spod Krakowa.

O co w sumie tyle krzyku, w każdej organizacji pozarządowej takie numery odchodzą. Robi tak Juras, robi Kataryna, robi Rózia Rzeplińska i Komorowska też. Różnica polega na tym, że sposób wyprowadzania pieniędzy znany z organizacji pozarządowych zastosowano w Sądzie. W ten sposób płynnie sądownictwo przeszło do organizacji pozarządowych. Może zresztą zawsze tam było, wszak Sądy istnieją głównie po to, żeby sędziowie mieli pracę.

Myślę, że to nie koniec sprawy. Pięć osób spędzi najbliższe Święta Bożego Narodzenia zajadając się pysznym salcesonem za pieniądze podatników. Tylko Pan Sobierajski spędzi Święta na łonie rodziny. Jego chroni immunitet, a koledzy tak łatwo nie zgodzą się na tymczasowe aresztowanie. Zapewne między jednym, a drugim kęsem salcesonu pomyśli sobie rolnik z Przybysławic pod Krakowem: „a dlaczego ten prosiak jeszcze łazi, jak ja tu garuję” i bynajmniej nie będzie miał na myśli prezesa TK. Może się zrobić ciekawie, gdy rozpocznie się wyścig o małego świadka koronnego (Małym świadkiem koronnym jest sprawca, który wraz z innymi osobami współdziałał w popełnieniu przestępstwa, a który organom ścigania ujawnił niezbędne informacje dotyczące okoliczności jego popełnienia. W takim przypadku sąd obligatoryjnie orzeka nadzwyczajne złagodzenie kary).

Tym co zadziwia to kompletne nieliczenie się z odpowiedzialnością sprawców procederu. Powie Juras, potwierdzi Kataryna, że lipne ekspertyzy mogą być obie lipne, ale muszą fizycznie istnieć. Nawet stworzone metoda kopiuj – wklej ściągnięte z Wikipedi, ale muszą istnieć. Tak, tak, choć trudno w to uwierzyć sędzia Sobierajski brał pieniądze za lipne ekspertyzy, których nawet nie chciało mu się pisać. Głupota? Nie sądzę, przekonanie o bezkarności. Wiadomo póki prokuratura była niezależna żaden prokurator nie poważyłby się podnieść ręki na prezesa Sądu Apelacyjnego, gdyby spróbował już by mu przełożeni pokazali, że „lepszej kasty” się nie tyka.

Niestety dla sędziego Sobierajskiego spełniło się proroctwo byłego prezesa Orlenu Jacka Krawca: przyszły oszołomy i zrobiły kocioł. Można było oczywiście napisać ekspertyzy już po wyborach fałszując daty. problemem była jednak skala. Pan sędzia miał zarobić prawie milion złotych co przy cenie jednej ekspertyzy wynoszącej ok. 8.000 zł daje astronomiczną ich liczbę do napisania (ponad sto).

 Słyszymy, że wysokie zarobki sędziów są niezbędne, aby byli niezawiśli i uczciwi, podobnie niezbędny jest ich stan spoczynku. Cóż, zarobki prezesa Sądu Apelacyjnego to jakieś 15.000 zł netto. Teoretycznie powinno wystarczyć na życie, nawet jakby ktoś miał jakieś kosztowne hobby, jak nie przymierzając sędzia Sądu Najwyższego Moraczewski, o którym z uznaniem mówił jego kolega też sędzia, że jest „bykiem rozpłodowym”. Mimo to pokusa okazał się zbyt silna. Skoro można bez ryzyka, jak sądzono ukraść milion to dlaczego tego nie zrobić. Wszak mieć dodatkowy milion, a nie mieć to dwa miliony różnicy.

Cóż będzie się działo, na początek sąd dyscyplinarny musi się zgodzić na skrócenie nazwiska sędziego do jednej literki, bo na to, żeby go zacząć futrować państwowym salcesonem to za chińskiego boga się nie zgodzi. Wszak lepsza kasta nie idzie garować. Nigdy.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bezpłacie

14 lis

 Po klęsce bezrobocia mamy klęskę „bezpłacia”. Przeszliśmy od roboty ni ma do robić ni ma komu. W teorii powinno to zaowocować wzrostem płac, w końcu skoro bezrobocie, zamykanie fabryk, likwidacje PGRów wymusiła „niewidzialna ręka rynku”, ta sama łapa teraz powinna wymusić podwyżki płac. Czyż nie to zapowiadał Leszek Balcerowicz?

Przez całą dekadę lat 90 – tych i połowę kolejnej mieliśmy klęskę bezrobocia. Zwłaszcza wśród wchodzących na rynek pracy i z niego schodzących (20+ oraz 50+). Problem rozwiązała nam w dużej mierze Unia oraz biologia. Młodszych wypchnęliśmy na emigrację, starsi poumierali, bezrobocie spada systematycznie od lat. Osiągnęło podobno rzekomo „katastrofalnie” niski poziom. Niski zarówno dla tzw. „Januszy” polskiego biznesu jak i dużych pracodawców w rodzaju sieci handlowych.

Rzeczywisty poziom bezrobocia ma oscylować wokół tzw. bezrobocia naturalnego, czyli nie pracuje jedynie ten kto nie chce. Statystykę (i tak niską) zawyżają osoby rejestrujące się jedynie dla ubezpieczenia zdrowotnego. Pomysł, by objąć wszystkich prawem do bezpłatnej opieki zdrowotnej urealni te dane. Tak, czy inaczej znalezienie ludzi do pracy zaczyna być problemem. Świadczą o tym nie tylko narzekania drobnych przedsiębiorców, ale i reklama sieci Lidl zachwalająca warunki pracy, czy wydłużające się kolejki do kas w Biedronce. Jednak spokojnie, powstrzymajcie się z otwieraniem szampana.

Ofert pracy jest sporo, tylko, że przytłaczająca za najniższe wynagrodzenie. Do tego dajmy na to praca za najniższe wynagrodzenie na pełen etat w sklepie otwartym 10-18 oznacza, że pracownik pracuje dłużej niż 8 godzin, za co nie dostaje choćby grosza (pół godziny przed otwarciem, pół po zamknięciu to nie nadgodziny zdaniem pracodawcy). Biedronka z kolei rekrutuje na 4/5 etatu co de facto oznacza  pracę na pełen etat. U innych premie niby są, ale np. uzależnione od kilkumiesięcznej stuprocentowej frekwencji (dla matki z dwójką dzieci warunek nie do spełnienie).  Ochrona dalej na śmieciówce, fakt, że dwa złote więcej nie 5 zł, a już całe 7 zł… brutto.

Ponadto pracownik ma być doświadczony, w pełni wydajny od 1 dnia pracy, ma zrobić na swój koszt wszystkie certyfikaty i mieć wszelkie uprawnienia. Dobrze, że do przeszłości należą już „bezpłatne staże”, ale nadal inwestowanie w pracownika to najgorszy koszmar każdego pracodawcy. W nowe komputery, hale, systemy księgowe, nowe samochody z leasingu, a to owszem. W człowieka, tylko jak już naprawdę się nie da inaczej, a i wtedy po taniości i byle jak i najlepiej, żeby pracownik odrobił jak pańszczyznę. Pewnie mamy tu do czynienia z mierzeniem innych swoją miarą. Skoro ja przy pierwszej okazji wywalę „nieroba” i za 300 zł mniej zatrudnię Ukraińca, to oczywistym jest, że pracownik przy pierwszej okazji pójdzie tam gdzie mu 300 zł więcej dadzą. Konkurencji mam pracownika szkolić?

Przysłowiowe: 10 za bramą czeka na twoje miejsce lub jak ci się nie podoba to się zwolnij też już rzadko się słyszy, ale nadal daleko do kultury relacji pracownik – pracodawca obowiązującej powiedzmy w Irlandii czy Skandynawii.

Nadzieją dla pracodawców są Ukraińcy, zmuszeni biedą i wojną do szukania pracy poza granicami własnego kraju nazywanego już „Upadliną”. Za Polską przemawia bliskość geograficzna i łatwość w komunikacji z uwagi na pewne podobieństwo języków, ale zarówno Ukraińcy umieją liczyć, jak potrafią to czynić Niemcy. Po co pracować dla polskiego „Janusza” za 1200 zł jak można dla „Helmuta” za 1200 Ojro.

W bajki o niewidzialnej ręce rynku nie wierzę, tylko zdecydowana, by nie powiedzieć brutalna ingerencja Państwa może tą sytuację zmienić. Podnoszenie płacy minimalnej to krok w dobrym kierunku, ale jednak tylko krok. Dopóki kary nakładane przez Inspekcję Pracy będą symboliczne i dotyczyć będą jedynie bezpośrednich przełożonych (jakiś podrzędnych kierowników sklepów na przykład) dopóki będzie się opłacało kombinować. Już się słyszy, że minimalna stawka godzinowa na śmieciówkach będzie obchodzona w ten sposób, iż sprzątaczka będzie musiała wynająć mopa od „pracodawcy” za 5 zł na godzinę.  W Niemczech przyłapanie na zatrudnianiu na czarno kilku pracowników równocześnie oznacza ruinę finansową, a kilkunastu to już zostają zgliszcza jak po PGRach za Balcerowicza. Niemcy się od tego nie zawaliły, to i my się nie zawalimy.

Ciągle słyszymy, że od podnoszenia płacy minimalnej wzrasta bezrobocie. Zróbmy więc eksperyment i zobaczmy czy może uda się jakoś zaradzić temu „katastrofalnie niskiemu” bezrobociu.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Pański płaszcz oddaliśmy komornikowi i co nam pan zrobi?

13 paź

Pisałem wielokrotnie, że banki zagraniczne (czyli w praktyce praktycznie wszystkie poza PKO BP) nie robią sobie nic z art. art. 54 ust. 1 prawa bankowego, określającego wysokość kwoty wolnej od zajęcia w toku egzekucji komorniczej prowadzonej z rachunku bankowego. Parafrazując babkę Pawlakową: prawo bankowe prawem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie.

Pisałem o tym w oparciu o przypadki konkretnych ludzi, którzy przychodzili rozżaleni, że pomimo kwoty wolnej od zajęcie konto zostało wyczyszczone do zera, a pani w okienku kazała iść do komornika i wyjaśnić. Często był to komornik mający siedzibę o kilkaset kilometrów od miejsca zamieszkania dłużnika.

Dla porządku przypomnijmy jak było i jak jest, mając na uwadze zmianę jaka zaczęła obowiązywać od 8 września 2016 r. Do tej pory przepis ten stanowił, że środki pieniężne znajdujące się na rachunkach oszczędnościowych, rachunkach oszczędnościowo-rozliczeniowych oraz rachunkach terminowych lokat oszczędnościowych należących do jednej osoby, niezależnie od liczby zawartych przez nią umów, są wolne od zajęcia do wysokości trzykrotnego przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia Gdy dochodziło do zajęcia rachunków, bank był zobowiązany do przekazania komornikowi pieniędzy tylko ponad kwotę wolną od zajęcia, która w ostatnim czasie wynosiła przeszło 12 tys. zł. Przywilej kwoty wolnej od zajęcia w tej wysokości stosowany był jednorazowo

Po zmianach wolne od zajęcia są środki znajdującego się na rachunku bankowym należącym do osoby fizycznej, w każdym miesiącu kalendarzowym, w którym obowiązuje zajęcie, do wysokości 75% minimalnego wynagrodzenia za pracę. Nowa kwota wolna od zajęcia w wysokości 75% minimalnego wynagrodzenia za pracę obowiązuje dla każdego miesiąca oddzielnie (aktualnie 1387,50 zł).

Tyle prawo, a życie jak wiadomo sobie. W sierpniu spotkałem się z przypadkiem rozkułaczenia przez Bank Millenium samotnej matki z 500+ w kwocie kilku tysięcy (pierwsze świadczenie – rodzina wielodzietna). Na szczęście chodziło o zaległość na rzecz ZUS, więc pieniądze udało się odzyskać. Gdyby pieniądze zostały wysłane do komornika prawdopodobnie przepadłyby bezpowrotnie, bo komornik odpowiada, że pieniądze wysłał wierzycielowi i należy z nim pertraktować (odpowiada jak dłużnik się u niego zjawi, przez telefon wyśle na drzewo, a czasem do komornika jak już napisałem jest kilkaset kilometrów).

Zapyta ktoś dlaczego tak się dzieje? To proste większość długów powstaje z powodu niespłacanych kredytów, firmy pożyczkowe też mają jako udziałowców banki, podobnie windykatorzy. Obojętnie jak nazywa się wierzyciel i tak bądźcie pewni, że gdzieś tam na końcu łańcuszka powiązań pieniądze trafiają do jednej z kilku grup bankowych. To świadoma polityka będąca wynikiem zmowy, której KNF nie widzi, bo on jak zawsze nic nie widzi, nic nie słyszy i nic nie mówi.

Po raz setny apeluję, masz długi likwiduj konta, niech wynagrodzenie trafia na cudzy rachunek, a rentę czy emeryturę niech przynosi listonosz. Przypadki napadów na emerytów zdarzają się sporadycznie, a przypadki czyszczenia kont są nagminne. Siedemdziesięcioletnia babina powinna bardziej obawiać się komornika działającego w zmowie z banksterem niż chuligana chcącego wyrwać jej torebkę.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Komornik z batem na dłużnika?

20 wrz

Przez media przetoczyła się na początku września fala „newsów”, o tym jak to komorniy zyskał nowe uprawnienia, wręcz nowy bat na dłużnika, jak to teraz egzekucja będzie szybka i nawet mysz spod egzekucji nie ucieknie. Media jak to media są niczym Prezes Ochódzki nawet jak śpią to kłamią. Więc o ile mi wiadomo komornika biegającego z batem za dłużnikiem nie widziano.

Istotnie, 7 września 2016 r. weszła w życie nowela (któraż to już tego chyba nawet najstarsi komornicy nie pamiętają) ustawy o komornikach sądowych i egzekucji oraz nowelizacja niektórych przepisów kodeksu postępowania cywilnego dotyczących postępowania egzekucyjnego. Zmieniło się to i owo, ale czy na niekorzyść dłużnika tego bym nie powiedział.

Media, z uporem godnym lepszej sprawy powtarzały informację o tym jak to dłużnik nie wyczyści konta zanim zrobi to komornik. Tak elektroniczne zajęcie to epokowy wynalazek, w XXI w. w środku Europy komornik nie musi słać listu do banku. Czy ma to jakiś praktyczny skutek dla dłużnika, wątpię, komornikowi ułatwi pracę i ograniczy koszty, które pokrywał z zaliczki od wierzyciela a potem obciążał dłużnika.

Każdy dłużnik, które nie jest kompletnym idiotą wie, że pieniędzy w banku trzymać nie wolno, wynagrodzenie nie powinno wpływać na własne lecz cudze konto. Pisałem o tym wielokrotnie. Niech tam sobie komornik zajmuje puste konto (najlepiej likwidować rachunki bankowe w chwili popadnięcia w kłopoty).

Można ewentualnie korzystać z usług SKOKów, których elektroniczne zajęcie nie dotyczy, a nadal komornik musi wysyłać papierowe zajęcie. Jest to również o tyle trudniejsze, że SKOKi nie są częścią systemu OGNIVO pozwalającemu komornikowi odnajdywać rachunki dłużników.  Tu jednak radzę uważać, komornik zajmując pensję zawsze zobowiązuje pracodawcę do wskazania rachunku na który wpływa wynagrodzenie, a potem go zajmuje (tylko jeżeli należy do dłużnika).

Najważniejszą, rewolucyjną i fundamentalną zmianą jest zakaz sprzedaży zajętego mienia przed uprawomocnieniem się zajęcia, czyli zanim Sąd nie rozpatrzy skargi na zajęcie ruchomości. Wreszcie, po 50 latach duch Gomułki przestał straszyć i nie wolno sprzedawać ukradzionych sąsiadom ciągników zanim sąsiedzi nie wniosą skargi do Sądu. Dotąd było tak, że wystarczyło, że komornik uznał daną rzecz za będąca w posiadaniu dłużnika, zajmował ją, mógł sprzedać po 2 tygodniach. Skarga na jego czynności nie wpływała na możliwość sprzedaży ruchomości, zaś Sądy wypracowały doktrynę, że po faktycznej sprzedaży ruchomości skarga na czynności komornika jest bezprzedmiotowa i postępowanie podlega umorzeniu (pozostaje powództwo ekscydencyjne lub odszkodowawcze przeciw, dajmy na to, funduszowi offshore z wyspy Man).

Obecnie właściciel przysłowiowego ciągnika składa skargę na czynności komornika do Sądu, ale za pośrednictwem komornika (co wyklucza jego późniejsze deklaracje, że o skardze nie wiedział), a sprzedaż może nastąpić dopiero po rozpoznaniu skargi przez Sąd. Radzę zatem  domownikom dłużników brać imienne rachunki na wszelki sprzęt RTV!

Implikacje tej fundamentalnej zmiany rozumieją już sami komornicy, nie da się dłużnika straszyć: „proszę dobrowolnie spłacać po 200 zł, bo inaczej wyniosę dziecku laptopa, co go dostało na I komunię i sprzedam za dwa tygodnie”, kradzież ciągników tez przestała mieć sens, bo po skardze do Sadu trzeba będzie oddać.

Media popisały i zapomniały  temacie, a do mnie zgłosiło się sporo nowych osób, głównie starszych, których wizja „bata” jaki dostali na nich komornicy tak przestraszyła, że postanowili wystąpić o upadłość konsumencką. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

PS. zmian jest oczywiście sporo, będę je sukcesywnie opisywał.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

„Patole” na zakupach

14 lip

Jak powszechnie wiadomo (przynajmniej w okolicach Rewkomu na Czerskiej) 500+ to program adresowany do „patologii”. Wszak wiadomo, im więcej dzieci tym większa patologia, zamiast rozwijać się intelektualnie sącząc sojowe latte „patole” zajmują się płodzeniem dzieci. Ileż było zapowiedzi, jak to „pińćset” zostanie przeznaczona na alkohol. Każdy przypadek przepijania pieniędzy był nagłaśniany, kiedy jednak okazało się, że urzędnicy z lokalnych MOPSów doskonale wiedza, kto na ich terenie lubi zatankować pod korek i dosyć szybko zmienili decyzje i rozpoczęli wypłacanie świadczeń w formie rzeczowej lub bonów temat zniknął.

Nie zniknęła jednak obsesyjna nienawiść niektórych środowisk w stosunku do rodzin wielodzietnych. Kilka dni temu czołówki portali okupował „news” podany za organem tow. Hajdebombera, iż patologia przy użyciu 500+ czyści niemieckie szroty. Wtóruje tym lamentom organ przywołanego już Rewkomu z Czerskiej, który załamuje ręce nad niedolą firm pożyczkowych. Po kolei zatem.

Zakup samochodu dla mieszkających poza dużym miastami to konieczność, a nie luksus czy fanaberia. Po zakupy do dyskontu trzeba dojechać, dziecko do przedszkola zawieść, odebrać, także do szkoły. Poszukiwań pracy bez samochodu też lepiej nie zaczynać. Ze wsi zwykle do miasta kursują 2-3 autobusy dziennie, w roku szkolonym więcej, ale w wakacje potrafi jeden dziennie. Kolej dawno zwinięto, a na zniszczonych dworcach hula wiatr. Nawet w mieście powiatowym, które można przejść z jednego krańca na drugi w 45 minut samochód jest niezbędny. Co innego spacer w niedzielne popołudnie, co innego bieg z płaczącym maluchem do przedszkola, by zdążyć do pracy.

Kupują 15 letnie używane samochody z Niemiec? A jakie mają kupować? Na kredyt, ze skrzynią DSG, z turbiną ze zmienną geometrią, naszpikowane elektroniką, których jakkolwiek naprawa pogwarancyjna idzie w tysiące złotych? Raczej po raz kolejny „patologia” wykazuje zdrowy rozsądek. Kupują samochody na które ich stać, których „serwis” zapewni mieszkający po sąsiedzku mechanik, który przy okazji zarobi więcej. Same plusy.

W ogóle wydatki „patologii” są zadziwiająco rozsądne (zadziwiająco dla tych, którzy nimi pogardzają), najpierw spłacają długi u znajomych i rodziny (słynne znikające zeszyty w wiejskich sklepach) potem remonty mieszkań, zakup AGD (nowa pralka czy lodówka zużywa znacznie mniej prądu niż 10 letni zdezelowany złom – ciekawe czemu „ekolodzy” się nie cieszą) czy samochodu.  I tu dochodzimy do głośnego aj-waj jakie rozległo się na Czerskiej. Firmy pożyczkowe mają kłopoty, bo ludzie nie chcą pożyczać u lichwiarzy. Nie chcą, bo nie muszą.

Lista nieszczęść jakie spadły na nasza umęczoną ojczyznę za sprawą programu 500+ jest doprawdy długa i może iść w konkury jedynie z plagami egipskimi. Firmy pożyczkowe bankrutują, szroty w Niemczech pustoszeją, powietrze w Polsce zatrute oparami LPG, dyskonty popodnosiły pensje, porzeczki i maliny gniją na polach, bo nie ma chętnych do zbioru za miskę ryżu, a Pan Zenek -  budowlaniec, który dzień lubił zaczynać od darcia mordy na pracowników, że „wy… ich wszystkich” teraz błaga o przyjście do pracy i oferuje od dawna niewidziane w budowlance stawki. Jak żyć, jak żyć?

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii