RSS
 

Komornik z batem na dłużnika?

20 wrz

Przez media przetoczyła się na początku września fala „newsów”, o tym jak to komorniy zyskał nowe uprawnienia, wręcz nowy bat na dłużnika, jak to teraz egzekucja będzie szybka i nawet mysz spod egzekucji nie ucieknie. Media jak to media są niczym Prezes Ochódzki nawet jak śpią to kłamią. Więc o ile mi wiadomo komornika biegającego z batem za dłużnikiem nie widziano.

Istotnie, 7 września 2016 r. weszła w życie nowela (któraż to już tego chyba nawet najstarsi komornicy nie pamiętają) ustawy o komornikach sądowych i egzekucji oraz nowelizacja niektórych przepisów kodeksu postępowania cywilnego dotyczących postępowania egzekucyjnego. Zmieniło się to i owo, ale czy na niekorzyść dłużnika tego bym nie powiedział.

Media, z uporem godnym lepszej sprawy powtarzały informację o tym jak to dłużnik nie wyczyści konta zanim zrobi to komornik. Tak elektroniczne zajęcie to epokowy wynalazek, w XXI w. w środku Europy komornik nie musi słać listu do banku. Czy ma to jakiś praktyczny skutek dla dłużnika, wątpię, komornikowi ułatwi pracę i ograniczy koszty, które pokrywał z zaliczki od wierzyciela a potem obciążał dłużnika.

Każdy dłużnik, które nie jest kompletnym idiotą wie, że pieniędzy w banku trzymać nie wolno, wynagrodzenie nie powinno wpływać na własne lecz cudze konto. Pisałem o tym wielokrotnie. Niech tam sobie komornik zajmuje puste konto (najlepiej likwidować rachunki bankowe w chwili popadnięcia w kłopoty).

Można ewentualnie korzystać z usług SKOKów, których elektroniczne zajęcie nie dotyczy, a nadal komornik musi wysyłać papierowe zajęcie. Jest to również o tyle trudniejsze, że SKOKi nie są częścią systemu OGNIVO pozwalającemu komornikowi odnajdywać rachunki dłużników.  Tu jednak radzę uważać, komornik zajmując pensję zawsze zobowiązuje pracodawcę do wskazania rachunku na który wpływa wynagrodzenie, a potem go zajmuje (tylko jeżeli należy do dłużnika).

Najważniejszą, rewolucyjną i fundamentalną zmianą jest zakaz sprzedaży zajętego mienia przed uprawomocnieniem się zajęcia, czyli zanim Sąd nie rozpatrzy skargi na zajęcie ruchomości. Wreszcie, po 50 latach duch Gomułki przestał straszyć i nie wolno sprzedawać ukradzionych sąsiadom ciągników zanim sąsiedzi nie wniosą skargi do Sądu. Dotąd było tak, że wystarczyło, że komornik uznał daną rzecz za będąca w posiadaniu dłużnika, zajmował ją, mógł sprzedać po 2 tygodniach. Skarga na jego czynności nie wpływała na możliwość sprzedaży ruchomości, zaś Sądy wypracowały doktrynę, że po faktycznej sprzedaży ruchomości skarga na czynności komornika jest bezprzedmiotowa i postępowanie podlega umorzeniu (pozostaje powództwo ekscydencyjne lub odszkodowawcze przeciw, dajmy na to, funduszowi offshore z wyspy Man).

Obecnie właściciel przysłowiowego ciągnika składa skargę na czynności komornika do Sądu, ale za pośrednictwem komornika (co wyklucza jego późniejsze deklaracje, że o skardze nie wiedział), a sprzedaż może nastąpić dopiero po rozpoznaniu skargi przez Sąd. Radzę zatem  domownikom dłużników brać imienne rachunki na wszelki sprzęt RTV!

Implikacje tej fundamentalnej zmiany rozumieją już sami komornicy, nie da się dłużnika straszyć: „proszę dobrowolnie spłacać po 200 zł, bo inaczej wyniosę dziecku laptopa, co go dostało na I komunię i sprzedam za dwa tygodnie”, kradzież ciągników tez przestała mieć sens, bo po skardze do Sadu trzeba będzie oddać.

Media popisały i zapomniały  temacie, a do mnie zgłosiło się sporo nowych osób, głównie starszych, których wizja „bata” jaki dostali na nich komornicy tak przestraszyła, że postanowili wystąpić o upadłość konsumencką. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

PS. zmian jest oczywiście sporo, będę je sukcesywnie opisywał.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

„Patole” na zakupach

14 lip

Jak powszechnie wiadomo (przynajmniej w okolicach Rewkomu na Czerskiej) 500+ to program adresowany do „patologii”. Wszak wiadomo, im więcej dzieci tym większa patologia, zamiast rozwijać się intelektualnie sącząc sojowe latte „patole” zajmują się płodzeniem dzieci. Ileż było zapowiedzi, jak to „pińćset” zostanie przeznaczona na alkohol. Każdy przypadek przepijania pieniędzy był nagłaśniany, kiedy jednak okazało się, że urzędnicy z lokalnych MOPSów doskonale wiedza, kto na ich terenie lubi zatankować pod korek i dosyć szybko zmienili decyzje i rozpoczęli wypłacanie świadczeń w formie rzeczowej lub bonów temat zniknął.

Nie zniknęła jednak obsesyjna nienawiść niektórych środowisk w stosunku do rodzin wielodzietnych. Kilka dni temu czołówki portali okupował „news” podany za organem tow. Hajdebombera, iż patologia przy użyciu 500+ czyści niemieckie szroty. Wtóruje tym lamentom organ przywołanego już Rewkomu z Czerskiej, który załamuje ręce nad niedolą firm pożyczkowych. Po kolei zatem.

Zakup samochodu dla mieszkających poza dużym miastami to konieczność, a nie luksus czy fanaberia. Po zakupy do dyskontu trzeba dojechać, dziecko do przedszkola zawieść, odebrać, także do szkoły. Poszukiwań pracy bez samochodu też lepiej nie zaczynać. Ze wsi zwykle do miasta kursują 2-3 autobusy dziennie, w roku szkolonym więcej, ale w wakacje potrafi jeden dziennie. Kolej dawno zwinięto, a na zniszczonych dworcach hula wiatr. Nawet w mieście powiatowym, które można przejść z jednego krańca na drugi w 45 minut samochód jest niezbędny. Co innego spacer w niedzielne popołudnie, co innego bieg z płaczącym maluchem do przedszkola, by zdążyć do pracy.

Kupują 15 letnie używane samochody z Niemiec? A jakie mają kupować? Na kredyt, ze skrzynią DSG, z turbiną ze zmienną geometrią, naszpikowane elektroniką, których jakkolwiek naprawa pogwarancyjna idzie w tysiące złotych? Raczej po raz kolejny „patologia” wykazuje zdrowy rozsądek. Kupują samochody na które ich stać, których „serwis” zapewni mieszkający po sąsiedzku mechanik, który przy okazji zarobi więcej. Same plusy.

W ogóle wydatki „patologii” są zadziwiająco rozsądne (zadziwiająco dla tych, którzy nimi pogardzają), najpierw spłacają długi u znajomych i rodziny (słynne znikające zeszyty w wiejskich sklepach) potem remonty mieszkań, zakup AGD (nowa pralka czy lodówka zużywa znacznie mniej prądu niż 10 letni zdezelowany złom – ciekawe czemu „ekolodzy” się nie cieszą) czy samochodu.  I tu dochodzimy do głośnego aj-waj jakie rozległo się na Czerskiej. Firmy pożyczkowe mają kłopoty, bo ludzie nie chcą pożyczać u lichwiarzy. Nie chcą, bo nie muszą.

Lista nieszczęść jakie spadły na nasza umęczoną ojczyznę za sprawą programu 500+ jest doprawdy długa i może iść w konkury jedynie z plagami egipskimi. Firmy pożyczkowe bankrutują, szroty w Niemczech pustoszeją, powietrze w Polsce zatrute oparami LPG, dyskonty popodnosiły pensje, porzeczki i maliny gniją na polach, bo nie ma chętnych do zbioru za miskę ryżu, a Pan Zenek -  budowlaniec, który dzień lubił zaczynać od darcia mordy na pracowników, że „wy… ich wszystkich” teraz błaga o przyjście do pracy i oferuje od dawna niewidziane w budowlance stawki. Jak żyć, jak żyć?

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

500+, a upadłość konsumencka

16 cze

Pozornie tytuł może przywoływać skojarzenia z  przysłowiowym słoniem, który miał mieć rzekomo związek ze sprawą polską. Badań żadnych nie robiłem, piszę na podstawie swojej intuicji. Otóż, obserwuję ostatnio zwiększone zainteresowanie upadłością konsumencką i wiążę to ze startem programu 500+.

Pewnie jakiś uczony w statystyce wykazałby, że istnieje korelacja miedzy liczbą wniosków o upadłość konsumencką, a ilością plam na słońcu. Niewykluczone, opieram się nie tylko na swoim przekonaniu, ale na rozmowach z ludźmi. Rozmowach odbywanych obecnie jak i rok wcześniej. Widzę kolosalną różnicę, jakbym rozmawiał z innym społeczeństwem.

Rok temu dominowała niewiara w możliwość oddłużenia się korzystając z pomocy instytucji państwa. Nikt nie negował, że taka możliwość istnieje, ale dominowało przekonanie, że jest to instytucja dla bogatych, dla „swoich”, dla spryciarzy i cwaniaków. Do tego stoickie podejście, że i tak nie mam już nic to co mi komornik może zabrać.

Pojawiła się wśród ludzi, wiara, że można zwrócić się do instytucji państwa i na cokolwiek liczyć. Nie bez znaczenia są zapowiedzi „przykręcenia śruby komornikom”, że tak to ujmę. Kiedyś pewien podchmielony dżentelmen zagaił mnie o upadłość konsumencką, gdy wieszałem ogłoszenie. Wysłuchał z uwagą, po czym podsumował: „jak kogo komornik schwyci to już nie puści” i odszedł.  Obecnie, w wyniku wypowiedzi ministra Jakiego, konferencji Ziobry przekonanie o wszechwładzy i wszechmocy komorników odeszło w przeszłość. Nawet pojawiło się, równie nieuprawnione, przekonanie, że wystarczy na komornika napisać skargę „do ministerstwa” i problemy znikną.

Dochodzą do tego względy praktyczne. Dopóki zadłużony nie miał perspektyw, że kiedykolwiek będzie zarabiał więcej niż minimalne wynagrodzenie komornikiem się nie martwił. Program 500+ zmusił wielu pracodawców do podwyżek płac, albo przynajmniej do ich zapowiedzi. Kalkuluje sobie zatem taki delikwent: co z tego, że pensję podnoszą jak komornik podwyżkę zabierze i co na komornika będę robił? Dopóki w starej lodówce było głównie światło a telewizor nie zajmował połowy ściany, a pół pokoju problemu nie było. Jednak nowy telewizor na Euro, nowa pralka, lodówka, stary grat od Niemca co płakał jak sprzedawał, o to już inna sprawa. Przyjdzie komornik i zabierze.

Oczywiście są i inne powody stopniowo rosnącego zainteresowania instytucją. Siłą rzeczy pojawiają się osoby, które już upadły i przestały obawiać się wizyty Najlepszego Przyjaciela Rodziny, rozmawiają z rodziną, znajomymi, kolegami z pracy. Wieść gminna rozchodzi się błyskawicznie. O ile, nikt nie chwali się problemami finansowymi i komornikiem, to już „wykiwanie windykatorów i komornika” to często powód do chwały i chwalenia się „u cioci na imieninach”.

Oddać należy sprawiedliwość wielu sądom, że informację o upadłości konsumenckiej umieszczają w sposób widoczny na swoich stronach internetowych. Moim zdaniem ciągle brakuje podobnej informacji w urzędach gmin.

Podsumowując, coś się zmienia w nastawieniu społeczeństwa. Zmniejsza się skala „niedasizmu”, okazuje się, że nie wszyscy politycy kradną i tylko strach pomyśleć co się by stało z naszą Umęczoną Ojczyzną, gdyby i tym razem wyszło jak zwykle.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wymuszenie komornicze

06 cze

 Wyobraźmy sobie dłużnika z, powiedzmy, 50.000 zł długu. Dług ten niech sobie będzie oprocentowany 24% w stosunku rocznym, co powoduje, iż przyrasta go co roku 12.000 zł (uprościłem sobie matematykę, bo nie o dokładne liczby chodzi, ale o zasadę). Oznacza to równy tysiąc co miesiąc.

Należy sobie uświadomić, iż dłużnik musi co miesiąc spłacać 1.000 zł po to by dług nie narastał. Innymi słowy jeżeli spłaca mniej niż tysiąc to niczego tak naprawdę nie spłaca, a dług narasta. Czy w takim przypadku ma sens spłacanie po 200-300 złotych miesięcznie? Żadnego absolutnie, zwykłe palenie pieniędzy, lepiej dać bezdomnemu, przynajmniej jedzenia i alkoholu sobie nakupuje.

Przychodzi jednak do takiego dłużnika Najlepszy Przyjaciel Rodziny i mówi „proszę zadeklarować dobrowolne spłaty, chociaż po 100 – 200 zł miesięcznie, bo jak nie to wyniosę telewizor, pralkę, lodówkę, słoiki, psa rasowego, albo w ostateczności ukradnę sąsiadowi ciągnik!” Troszkę przerysowałem, ale idea jest właśnie taka, zajęcie i licytacja jakiś starych gratów nie przyniesie wierzycielom zbyt wiele, większość wpływów pokryje ledwie koszty egzekucji, ale nie to chodzi. Chodzi o zwyczajne wymuszenie – tytułowe „wymuszenie komornicze”.

Często spotykam się z przypadkami, gdy dłużnik składa wniosek o upadłość konsumencką, a między złożeniem wniosku, a jego rozpatrzeniem (u nas ok. 6 miesięcy) staje się obiektem energicznych działań komornika zmierzających do wyduszenia z dłużnika tego co ewentualnie może jeszcze posiadać.

Czy można się przed takimi praktykami obronić? Trudno, warto jednak zawczasu zrezygnować z zakupu drogiego telewizora czy nowej pralki. Te zaś które dłużnik kupuje powinny być kupione na imienny rachunek na kogoś z rodziny. Pamiętać należy, że do dokonania zajęcia wystarczy, iż komornik uzna, że dłużnik włada daną rzeczą, niezależnie od prawa własności. Taki rachunek może być przydatną rzeczą, gdy dojdzie do rozpatrywania powództwa ekscydencyjnego.

Na koniec pewna rada: jeżeli Szanowny Czytelniku jesteś dłużnikiem i udajesz się do kancelarii komorniczej jedź autobusem, albo przynajmniej nie parkuj samochodu komornikowi pod oknem, a już zupełnie nie wymachuj w jego obecności kluczykami od auta. Chyba, że chcesz wrócić na piechotę….

To były ostatnie dni zeszłorocznego lipca. Do syna Beaty – Piotra – przyszedł kolega. Miał jakiś problem finansowy, a żeby go wyjaśnić, chciał się spotkać z komornikiem. Musiał z Warszawy dojechać do Legionowa. Nie miał czym, więc poprosił Piotra o pożyczenie samochodu. Piotr pożyczył. – Ten kolega podjechał do kancelarii, wszedł na górę i usłyszał od komornika, że zajmuje samochód. Nasz samochód. Chłopak tłumaczył, że nie jest właścicielem auta, ale nikogo to nie interesowało. Nasza własność, mimo że nie jesteśmy dłużnikami, została przez komornika zajęta – opowiada Beata.

http://biznes.onet.pl/wiadomosci/finanse/nie-jestes-dluznikiem-uwazaj-na-komornika/e2vg6

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Komornik stąpnął na grabie

09 maj

Umęczonych grillowaniem rodaków zelektryzowała wczoraj wiadomość podana przez wszystkie portale, iż komornik ze Szczecinka zamachnął się na „dobrą zmianę” i odebrał kobiecie „pićset” na dziecko. Na szóstkę dzieci od razu. O dziwo tym razem wyjaśniam, dlaczego komornik jest bez winy (jest z pewnością winny w 100 innych przypadkach, więc żal mi go tak samo jak złośliwego sąsiada, który stąpnąłby na tytułowe grabie).

Pisałem, już wielokrotnie, że nasi światli sędziowie wypracowali doktrynę, iż pieniądze na koncie „nie mają pochodzenia”. Tak, tak to zawsze taka manna z nieba, pieniądze pojawiają się nie wiadomo skąd. Wynika z tego prawo komornika do zabrania z konta każdej złotówki jaka się na nim znajdzie bez względu na pochodzenie. Czy z części wynagrodzenia wolnej od zajęcia, czy z alimentów, czy ze świadczeń rodzinnych.  Oczywiście na wniosek dłużnika komornik zwolni środki pochodzące ze źródeł wolnych od zajęcia, ale jedynie na przyszłość. Już zabranych pieniędzy nie odda, bo powie, zgodnie z prawdą, że wysłał je już wierzycielowi.

Ustawodawca zawsze aprobował ten stan rzeczy, a wystarczyłoby wywalić doktrynę „pieniędzy bez pochodzenia” do kubła gdzie jej miejsce za pomocą jednego przepisu. Żyjemy w roku 2016, a nie 1996 r. i standardem jest, że np. każdy z nas ma przypisany numer rachunku do opłat za gaz, prąd, tv itp. Czyli taki np. Polsat ma miliony kont rozliczeniowych i system to bez trudu ogarnia. Nie byłoby problemem nałożyć na banki obowiązku tworzenia subkont, na których przechowywane byłyby środki z tytułów wolnych od zajęcia.

Dlaczego dotąd tak się nie stało? Otóż, lobby bankowe doskonale zarabia na egzekucjach komorniczych plus banki same są często wierzycielami i nie są zainteresowane w jakimkolwiek ograniczaniu egzekucji. Przeciwnie najchętniej poparłoby rozwiązanie, iż egzekucji podlega także nerka dłużnika. Przez ostatnie 8 lat rządziła Platforma Bankowa, może teraz się coś zmieni.

Wracając do samotnej matki spod Pucka, powiem wam jak było. Zajęcie według komornika nastąpiło jeszcze jesienią. Rachunek pewnie był pusty, świadczenia rodzinne i zasiłki kobieta odbierała i tak w kasie GOPS więc się tym nie przejęła. Teraz usłyszała zapewnienie ministra, wiceministra, ba nawet Prezydent Duda powiedział, że komornikom od tych pieniędzy wara, więc spała spokojnie. Komornik przecież nie może jej zabrać tych 500+, toć w telewizorze tak gadają…

Krajowa Rada Komornicza ostrzegała, że w obecnym stanie prawny tak się stanie. Nikt nie słuchał, wypłaty dopiero ruszają takich przypadków będzie na pęczki. Uwierzcie mi. Powstaje pytanie, czy chodzi o zwykłą indolencję każdej władzy czy wprost przeciwnie makiaweliczny plan by lud zapłonął jeszcze świętszym oburzeniem na komorników i szerzej na wymiar sprawiedliwości.

Niech tam się Panowie Szlachta bawią i uszy sobie szabelkami obcinają, zwykły człowiek musi zadbać o własne interesy. Masz na głowie komornika, nie możesz mieć konta i już. Trzeba podawać w GOPS, MOPS czy wydziale świadczeń rodzinnych konto ojca, matki, brata, koleżanki kogokolwiek (tylko upewnijcie się, że i oni nie mają na głowie komornika).

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

15 miesięcy „nowej” upadłości konsumenckiej

15 mar

Trwa właśnie piętnasty miesiąc obowiązywania znowelizowanych przepisów o upadłości konsumenckiej. Zrobiłem małe podsumowanie, wyliczyłem, że w różnej formie (od całkowitego przeprowadzenia „za rękę” upadłego do początku do szczęśliwego zakończenia, przez jedynie redagowanie sporządzonego przez upadłego samodzielnie wniosku, na udzielaniu wyłącznie porad skończywszy) uczestniczyłem w prawie 20 konsumenckich postępowaniach upadłościowych.

Próbka nie jest może miarodajna w skali kraju, ale jakieś tendencję widać. Postaram się podzielić spostrzeżeniami.  Odmów ogłoszenia upadłości było jak dotąd niewiele, ja znam dwa przypadki. W większości sądy ogłaszały upadłość, co potwierdza mój pogląd, że dłużników – oszustów nie ma w Polsce zbyt wielu. Przytłaczająca liczna przypadków to niezawinione przez dłużnika sytuacje losowe, uruchamiające spiralę długów, z której nie da się wyjść o własnych siłach.

Dwa postępowania zakończyły się. W przywołanych przypadkach Sąd zakończył postępowanie bez ustalania planu spłat, gdyby chciał ustalić spłaty musiałby zedrzeć dłużnikowi przysłowiową ostatnią koszulę z grzbietu. Ciekaw jestem jak w przyszłości będą wyglądać plany spłat, jak podejdą do tego wierzyciele (będą na pewno skarżyć zbyt korzystne ich zdaniem dla dłużnika plany). Tutaj zdecydowanie za wcześnie, by przesądzać.

Na co powinien się przygotować potencjalny upadły składając obecnie wniosek? Na długie oczekiwanie na wyznaczenie posiedzenia. Do tego na 99% zostanie jak to się określa „zbrakowany formalnie”, czyli Sąd znajdzie w jego wniosku istniejące lub nie istniejące braki formalne, do których uzupełnienia wezwie. W ten sposób Sądy bronią się przed zalewem wniosków.  Powie ktoś, że wystarczy napisać prawidłowo wniosek to nie „zbrakują formalnie”. Nie wystarczy! Działają w sposób, który szatniarz z „Misia” przyjąłby z uznaniem: „wasze wnioski mają braki formalne i co nam zrobicie?”

Świerzy przykład, zostałem zbrakowany formalnie i czytam „wskazać gdzie położony jest majątek dłużnika”, sięgam do wniosku, a tam wołami na I stronie jest to napisane. Dalej „podać kiedy zaprzestano spłaty długów”, to akurat na II stronie itd. Wisienką na torcie było żądanie, by oświadczenie dłużnika z art. 4914 ust. 2 i 3 ustawy z dnia 28 lutego 2003 r. Prawo upadłościowe i naprawcze dać według wzoru z poradnika Ministerstwa Sprawiedliwości  Czy muszę dodawać, że dokładnie takie oświadczenie było jako załącznik do wniosku…

Osobiście radzę, żeby „nie kopać się z koniem” i te braki grzecznie uzupełniać wnosząc często ponownie te same pisma (trochę przeredagowane). Można oczywiście udowadniać Sadowi, że się myli, ale wtedy Sąd może udowodnić wnioskodawcy, że i on się myli np. w kwestii działania w złej wierze. Zawsze zwracam upadłym uwagę na element ludzki w orzekaniu (częściej występujący u kobiet – sędziów), gdy trafi się na zły dzień, a do tego pójdzie na tzw. „zwarcie” można wyjść z zupełnie innym orzeczeniem, niż się spodziewało.

Nie mniej istotna sprawa nie wojować z syndykiem. Kilka dni temu zadzwonił upadły oburzony, iż syndyk żąda od niego numeru księgi wieczystej domu jego siostry. Dłuższą chwilę przekonywałem go, że pisanie skarg, odmawianie podania tegoż numeru twierdząc, że się go nie zna jest kontrproduktywne i nie prowadzi do niczego dobrego.

Wreszcie najważniejsza rzecz, kiedy właściwie Sąd oddali wniosek o ogłoszenie upadłości. Zacznijmy od przywołania przepisu art. 4914 ustawy:

1.Sąd oddala wniosek o ogłoszenie upadłości, jeżeli dłużnik doprowadził do swojej niewypłacalności lub istotnie zwiększył jej stopień umyślnie lub wskutek rażącego niedbalstwa.

 2. Sąd oddala wniosek o ogłoszenie upadłości, jeżeli w okresie dziesięciu lat przed dniem zgłoszenia wniosku:

  • ​w stosunku do dłużnika prowadzono postępowanie upadłościowe według przepisów tytułu niniejszego, jeżeli postępowanie to zostało umorzone z innych przyczyn ni na wniosek dłużnika,
  • ustalony dla dłużnika plan spłaty wierzycieli uchylono na postawie przepisu art.491/20,
  • dłużnik, mając taki obowiązek, wbrew przepisom ustawy nie zgłosił w terminie wniosku o ogłoszenie upadłości,
  • czynność prawna dłużnika została prawomocnie uznana za dokonaną z pokrzywdzeniem wierzycieli – chyba, że przeprowadzenie postępowania jest uzasadnione zasadami słuszności lub  względami humanitarnymi.​

3.Sąd oddala wniosek o ogłoszenie upadłości, jeżeli w okresie dziesięciu lat przed dniem zgłoszenia wniosku w stosunku do dłużnika prowadzono postępowanie upadłościowe, w którym umorzona całość lub część jego zobowiązań, chyba że do niewypłacalności dłużnika lub zwiększenia jej stopnia doszło pomimo dochowania przez dłużnika należytej staranności lub przeprowadzone postępowanie jest uzasadnione względami słuszności lub względami humanitarnymi.

4. Sąd oddala wniosek o ogłoszenie upadłości, jeżeli dane podane przez dłużnika we wniosku są niezgodne z prawdą lub niezupełne, chyba że niezgodność lub niezupełność nie są istotne lub przeprowadzenie postępowania jest uzasadnione względami słuszności lub względami humanitarnymi.

Mamy tutaj bezwzględne przesłanki oddalenia (ust. 1 i 2) oraz względne przesłanki (ust. 3 i 4). Bezwzględne, czyli niejako nie pozostawiające luzu decyzyjnego, Sąd na podstawie materiału dowodowego ustala winę umyślną dłużnika i zobligowany jest wniosek oddalić. Przy czym przesłanki z ust 2 nie mają na razie praktycznego zastosowania, poza nie zgłoszeniem wniosku o upadłość (dotyczy najczęściej osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą, które to notorycznie bankrutując po prostu likwidowały działalność nie przejmując się obowiązkiem zgłoszenia wniosku o upadłość). Przesłanki z ust. 3 i 4 jak już napisałem mają charakter względny, a więc pomimo ich zaistnienia Sąd może ocenić, że przeprowadzenie postępowania jest uzasadnione względami słuszności lub względami humanitarnymi.

Zatem potencjalny upadły powinien zacząć od rachunku sumienia, czy nie zachodzą względem mojej osoby przesłanki negatywne. Nawet jak zachodzą i nawet gdy mają charakter bezwzględny może się udać o czym niech świadczą dwa opisane poniżej przypadki:

I. Pani L., zaciągnęła w sumie 17 (sic!) zobowiązań: kredytów, kart kredytowych, Providentów, chwilówek, spłacała jedne z drugich i dalej się zapożyczała. Ewidentnie dłużnik doprowadził do swojej niewypłacalności lub istotnie zwiększył jej stopień umyślnie lub wskutek rażącego niedbalstwa. Tymczasem Sąd upadłość ogłosił. Otóż, Pani L. miała za sobą ciężki epizod depresyjny zakończony próbą samobójczą, była kilkakrotnie hospitalizowana w zakładzie zamkniętym. Argumentacja jaką we wniosku przedstawiłem był następująca (oparta oczywiście na dokumentacji medycznej), że dłużnikowi wskutek zaburzeń psychicznych nie można przypisać winy umyślnej, ani rażącego niedbalstwa bo zobowiązania zaciągał w stanie wyłączającym świadome rozeznanie znaczenia swoich działań.

II. Pan R. prowadził działalność gospodarczą, złożył wniosek o upadłość jako przedsiębiorca, ale jej nie opłacił i wniosek mu zwrócono (pismo sądowe zwrócone z powodów formalnych nie wywołuje skutków prawnych). Było to jednak w stanie prawnym, gdy w sprawach gospodarczych nie można było być zwolnionym z kosztów sądowych. Mój wywód wyglądał następująco:

art. 32 ust. 1 ustawy prawo upadłościowe i naprawcze, który uniemożliwiał uzyskanie przez wnioskodawcę tzw. „prawa ubogich” został uchylony w wyniku nowelizacji będącej konsekwencją wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 15.05.2012 r. (sygn. akt P 11/10). Przywołany wyrok dotyczył spółek z ograniczoną odpowiedzialnością i nie dawał wnioskodawcy podstawy do wznowienia postępowania. Dopiero interwencja ustawodawcy i uchylenie art. 32 ust 1 ustawy zniosła tą barierę. Wtedy jednak wnioskodawca nie spełniał kryterium bycia przedsiębiorcą i terminu do ew. złożenia wniosku o upadłość jako przedsiębiorca.  Podsumowując, wnioskodawca poniósł negatywne skutki błędu ustawodawcy co nie może to rzutować na jego obecną sytuację prawną. 

Podsumowując, instytucja upadłości konsumenckiej działa, sporo ludzi zyskało szansę nowego startu. Nie wydaje się, by w ciągu najbliższych czterech lat przepisy miałby zostać zaostrzone na niekorzyść dłużników.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

CSI: Tenkraj

08 lut

Morderstwo doskonałe, tak jak je rozumiała Agatha Christie współcześnie nie istnieje. Technika kryminalistyczna rozwinęła się do tego stopnia, że zawsze udaje się zebrać jakieś ślady biologiczne pozostawione przez sprawcę. Zdarza się, że nawet nie odnalezienie zwłok ofiary nie przeszkadza w postawieniu zarzutów i udowodnieniu winy. Zwykle.

W Tenkraju od wszystkiego są wyjątki. Morderstw doskonałych nie ma, ale są samobójstwa doskonałe. Popełnia je tzw. „seryjny samobójca”, zawsze w piątek po południu, a prokuratura nigdy nie chce psuć biegłemu weekendu, więc sekcja zwłok odbywa się dopiero w poniedziałek, kiedy ślady leków zwiotczających mięśnie ulegną rozpadowi. Tak było z śp. Andrzejem Lepperem, śp. gen Petelickim i kilkoma innymi.

W zasadzie to morderstw doskonałych nie ma, ale się zdarzają. Oto, zafascynowany postacią Hanibala Lectera Kajetan Poznański szatkuje mieczem samurajskim przypadkową kobietę i odcina jej głowę, a  zwłoki pali razem z mieszkaniem. Niby, nic nadzwyczajnego. Na całym świecie się zdarzają zwyrodnialcy. Morderstwo odkryto w środę, sprawcę wytypowano w ciągu kilku godzin, jednak list gończy prokuratura wydała dopiero w sobotę. Wcześniej nie mogła, bo musiała czekać, aż Sąd wyda postanowienie o tymczasowym aresztowaniu osoby podejrzanej. Wiadomo Sąd nie piekarnia, nie pali się, 3 dni zeszło. W tym czasie podejrzany spokojnie pojechał na lotnisko w Modlinie, gdzie wypłacił pieniążki w bankomacie i pofrunął w siną dal. Sędzia nie winny, prokurator nie winny, ot procedury.

Pojawił się zadziwiający „przeciek” ze śledztwa, niemal na pewno pochodzący od policjantów, że Kajetan Poznański „przewinął się” w dwóch innych śledztwach w sprawie zabójstw dwóch nie mających ze sobą związku kobiet w różnych miastach w Polsce. Tu nawet jak standardy Tenkraju mamy do czynienia z sytuacją przedziwną. Rozumiem, jedno zabójstwo, nie znaleziono sprawcy, jest człowiek, który mógł mieć z zabójstwem jakiś związek, ale dowodów brak. Pozostaje czekać, czasem po latach uda się sprawcy udowodnić winę. Ale kolejne, ginie kolejna kobieta, znów nie wykryto sprawcy, łączy te zabójstwa jedynie osoba Kajetana Poznańskiego. Tu już nie dzwonki alarmowe powinny się rozdzwonić a obu Komendach Wojewódzkich, ale wręcz dzwony równie wielkie jak Dzwon Zygmunta.

Powinien powstać jeden zespół prowadzący śledztwo pod nadzorem jednej prokuratury, a Kajetan Poznański powinien być pod uważną obserwacją. Nie żebym zaraz chciał żeby mu jakiś nadgorliwy policjant zajechał kluczami w wiadomą część ciała, albo posadził go na policyjnej pałce trzymanej na sztorc. Co to, to nie, w końcu to jedynie mógł być seryjny zabójca, a nie jakiś przypadkowy kibic wyjęty z tłumu podczas akcji „Widelec”. Zresztą kibica to można 2 lata trzymać w tiurmie bez dowodów (vide: „kibic Maciek”). Ale kontrola operacyjna to powinien być standard. Nie da się? Ludzi nie ma? 20 chłopa pilnowało pustego mieszkania Donalda Tuska w Sopocie, więc ludzi u nas w służbach dostatek. Tylko o czym my w ogóle mówimy, jaki jeden zespół, skoro sprawę zabójstwa gen. Papały prowadziły dwie Prokuratury, które oskarżyły różnych podejrzanych przed różnymi Sądami.. Prawdziwa, jak to mówią, „beka” byłaby jakby w obu procesach zapadły wyroki skazujące.

Tak, czy inaczej można odnieść wrażenie, że jakieś niewidzialne pole siłowe chroniło Kajetana Poznańskiego i czyniło go dla organów ścigania niemal niewidzialnym. Płatni hejterzy i pisowskie trolle na Twitterze, błyskawicznie wskazali na źródło owego pola siłowego. Otóż, Kajetan Poznański to syn prokurator Prokuratury Apelacyjnej w Poznaniu. Wiedzieliśmy już, że prokurator czy sędzia nie odpowiada w Tenkraju jak zwykły Kowalski, ba nawet przyłapany na kompletnej „bańce” za kółkiem, jak prokurator z Włocławka z ponad 3 promilami w godzinach pracy, dalej spokojnie pracuje, jeździ samochodem i włos mu z głowy nie spadł.  Najwidoczniej nie wiedzieliśmy, że immunitet prokuratorski rozciąga się na członków jego najbliższej rodziny. Nie ma dowodów na jakąkolwiek pozaprawną ingerencję matki podejrzanego, to oczywiste, Nigdy ich nie będzie, ba skłonny jestem uwierzyć, że matka nie interweniowała w sprawie syna.

W Tenkraju bezkarność pewnej grupy osób opiera się na tym, że „wszyscy wiedzą” kto zacz. Dopóki jeden bezkarny nie nadepnie na odcisk innemu, albo w sprawę nie zaangażują się media, „wszyscy wiedzą”, nikt nie chce ryzykować. Policjant mówi, co ja mogę, to prokurator jest gospodarzem śledztwa, prokurator mówi, że mu policja nie dostarczyła dowodów i był bezsilny. Tak to się toczy, nikt nic nie wie (oficjalnie przynajmniej), nikt za nic nie odpowiada. Morderca chodzi bezkarny.

Jeżeli te doniesienia się potwierdzą, po ujęciu poszukiwanego okaże się, że jest sprawcą innych morderstw to będzie można powiedzieć, że przynajmniej tego ostatniego można było uniknąć. A przecież ofiara czy ofiary miały rodziny, ktoś je opłakuje. W Belgii po skandalu związanym ze sprawą Marca Dutroux nie tylko dymisji było sporo (większość na własną prośbę), ale wręcz doszło do reformy wymiaru sprawiedliwości. W Tenkraju obowiązywała od zawsze zasada „oj, tam, oj tam, czyli Polacy: nic się nie stało!”.

Mam nadzieję, że zostaną wyciągniete wnioski personalne w związku ze sprawą. Mam też dobra radę dla naczelnika więzienia lub aresztu, do którego trafi w końcu podejrzany. Proszę się upewnić się, ze kamera w celi nie jest zepsuta i obejmuje polem widzenia także kącik sanitarny, a w piątek po południu to bym nawet dwóm strażnikom kazał siedzieć z aresztantem w celi. Tak na wszelki wypadek, bo coś mi mówi, że po zatrzymaniu Kajetan Poznański może wpaść w depresję, głęboką, taką, która kończy się 2 metry pod poziomem gruntu.

Wieczny odpoczynek zamordowanym racz dać Panie, a wszystkim służącym Tenkrajowi odpoczynek na zielonej trawce racz dać „panie Zbyszku”!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Upaństwowić komorników! Jak najszybciej.

02 lut

Zgodnie z planami resortu sprawiedliwości, do których dotarła Gazeta Wyborcza komornicy mają być pracownikami sądów i to one będą im płaciły pensję. Z kolei zarobione przez komornika pieniądze mają trafiać do budżetu państwa.

Według informacji GW od przyszłego roku podstawowa pensja komornika ma być odpowiednikiem pensji referendarza sądowego. Dziś od 3,5 tys. zł do 6 tys. zł brutto. Komornik będzie miał też prawo do dodatkowego wynagrodzenia za efektywność. Mają zostać opracowane „tabelki skuteczności” i w zależności od osiąganych wyników komornik będzie otrzymywał premie w wysokości maksymalnego wynagrodzenia, jakie otrzymuje sędzia sądu apelacyjnego – nieco ponad 11 tys. zł.

Nowelizacja ustawy o komornikach sądowych i egzekucji ma być gotowa do połowy tego roku – informuje gazeta.

Aj, waj, ależ blady strach spadł na najlepszych przyjaciół rodziny. W ostatnich latach powstały tzw. hurtownie komornicze, czyli kancelarię – molochy prowadzące po sto i więcej tysięcy egzekucji na zlecenie tzw. „wierzycieli masowych” czyli banków, firm windykacyjnych itp. Prawdopodobnie jest to pomysł miłościwie nam panujących na ukrócenie patologii, taka jak nagłośniona sprawa asesora z Łodzi.

Akurat sprawa z Łodzi może służyć jako doskonały przykład, ale niestety indolencji Sądu. Rzekomy dłużnik złożył skargę na czynności, przez miesiąc Sąd nie znalazł czasu by się zebrać, a jak się już zebrał to ogłosił, że skoro traktor sprzedany, to sprawa podlega umorzeniu jako bezprzedmiotowa. Czy np. nawet bardzo zajęty sędzia nie mógłby wykroić 15 minut na wydanie postanowienia o zakazie sprzedaży to czasu rozpoznania skargi?

Dlaczego uważam, że to doskonały pomysł? Po pierwsze, mamy obecnie poborców skarbowych działających przez Urzędach Skarbowych. Jakoś nie słuchać o zajmowaniu przez podoborców skarbowych mienia sąsiadów, członków rodziny, słoików, psów rasowych. Komornicy zaś i owszem, jak chcą zabierą wszystko i każdemu.

Po drugie oznaczać to będzie powrót do rejonizacji, a więc akta będą dostępne dla dłużnika, na miejscu. Będzie mógł sobie sprawdzić o co go pozwano i dlaczego. Wreszcie za komornika jako urzędnika sądowego odpowiedzialność weźmie Sąd. Nie będzie można dalej zasłaniać się tym, że komornik to de facto prywatny przedsiębiorca, a Sąd rozpoznanje jedynie skargi na jego czynności lub zaniechania w konkretnych sprawach, a nie sprawuje stały nadzór nad jego działaniami. Komornik będzie podwładnym Prezesa Sądu i tenże Prezes będzie mógł go wezwać na przysłowiowy dywanik i zażądać wyjaśnień.

Jeszcze powołać Izbę Wyższa Sądu Najwyższego, zreformować sądownictwo dyscyplinarne, tak by można było rozliczyć np. sędziów, którzy bez cienia dowodów trzymali w tymczasowym areszcie Piotra Staruchowicza i będziemy mogli powiedzieć, że do #dobrej _zmiany istotnie doszło.

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Czas skończyć z „julianizacją” Trybunału Konstytucyjnego

29 gru

 

 

 

CXVz9y_UwAAeEfO

Reklama pewnej sieci komórkowej zapowiadała, że to będą „Święta Króla Juliana”, niestety reklama okazała się prorocza. One man show jaki urządził Andrzej Rzeplinski sypiąc przy okazji dowcipami takimi jak ten, że nie lubi kaszy i nikt mu w kasze nie nadmucha, o tym, że sędziowie to nie drożdże i nie rosną przejdzie do annałów autokompromitacji.

Nikogo by nie obeszło, że prezes Trybunału Konstytucyjnego postanowił zamienić biret na czapkę z owoców i piór, niechby mu to na zdrowie było skoro błazeńska czapka pasuje do togi. Niestety postanowił przy tym rzucić wyzwanie rządzącej większości, która ma mandat społeczny.  Postanowił ogłosić, że może go Sejm pocałować, bo on jest niezawisły i żadnych ustaw przestrzegać nie musi.

Proszę sobie spróbować wyobrazić, bo moją imaginację to przekracza: Prezes Sądu Najwyższego w Stanach Zjednoczonych peregrynuje po głównych telewizjach, oświadcza, że nie uznaje władzy Kongresu, pokpiwa z członków rządu. Oczywiście byłoby to niewyobrażalne, a gdyby do tego doszło pozostał członkowie Sądu Najwyższego odbyliby z nim męską rozmowę, po której zrezygnowałby ze względu na stan zdrowia.

Mam nadzieję, że pozostali członkowie Trybunału Konstytucyjnego odetną się od tej błazenady, ale zbyt wiele bym na taki rozwój wypadków nie stawiał. Chciałbym się mylić. Tym niemniej trzeba mieć naprawdę mango zamiast mózgu, żeby uwierzyć, że w poważnym europejskim kraju demokratycznie wybrana większość parlamentarna będzie bezczynnie przyglądać się jak jeden człowiek ośmiesza państwo.

Tak czy inaczej dalsze trwanie tej sytuacji jest nieakceptowalne w demokratycznym kraju. Ludzie wybierają w wyborach większość parlamentarną, a ta w granicach Konstytucji rządzi według tego co uważają za najlepsze dla Polski. Koniec. Tymczasem nasz trybunałowy Król Julian przyznał sobie prawo niepodporządkowania się ustawom, które mu się nie podobają. Idzie to w poprzek dotychczasowemu orzecznictwu samego TK. W szczególności, iż istnieje domniemanie konstytucyjności ustaw, obowiązują one do dniach ich uchylenia oraz temu, że TK nie może oceniać uchwał Sejmu, a jedynie ustawy.

Obecnie, po tym jak prezes Rzepliński publicznie rzucił wyzwanie parlamentowi i publicznie w TVN ogłosił, że nie obowiązują go ustawy absolutne minimum jakiego oczekuje od państwa poważnego, a nie teoretycznego to wprowadzenie nowych 5 sędziów na salę rozpraw w dniu 12 stycznia w asyście BORu i wymuszenie dopuszczenia do orzekania. Potem należy doprowadzić do złożenia Rzeplińskiego z urzędu i pozbawienia stanu spoczynku.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Spieszmy się kochać gotówkę, tak szybko odejdzie.

05 lis

Zapewne każdy z nas zna kogoś takiego, albo wręcz sam obywa się zupełnie bez używania gotówki. Twierdzi przy tym, że jest to objaw nowoczesności, a gotówka to przeżytek. Postawę taką wspierają zarówno instytucje finansowe (reklama z biegaczem, który małą wodę mineralną kupuje płacąc zbliżeniowo nie przerywając biegu) jak i rządy (nakazy dokonywania bezgotówkowych transakcji powyżej pewnego pułapu i inne utrudnienia w posługiwaniu się gotówką). Jak zwykle dla naszego dobra, dla naszej wygody, dla bezpieczeństwa, dla dobra ogółu poprzez zapobieganie oszustwom i walkę z „szarą strefą”.

W Polsce na razie stosuje się głównie perswazję, promocje, opisuje się osoby starsze, które zostały okradzione z gotówki, bo nie trzymały jej w banku. Na razie. W Europie Zachodniej już tak wesoło nie jest, podobnie w Stanach Zjednoczonych. W jaki sposób walczy się z obrotem gotówkowym? Wycofuje się z obiegu banknoty o wyższych nominałach, zakazuje transakcji powyżej pewnego pułapu, ale są i bardziej drastyczne metody.

Dla przykładu stany NY, Floryda, Texas usunęły z bramek na drogach i automatów parkingowych możliwość płacenia gotówką. Najdalej poszła Luisiana, która zdelegalizowała jakiekolwiek transakcje gotówkowe na rynku wtórnym (całkowicie i zupełnie) nawet na popularnej w Stanach wyprzedaży garażowej nie wolno było zapłacić choćby kilku centów za jakiś rupieć gotówką. Oczywiście wyszła w ten sposób przed szereg i zakaz po jakimś czasie, pod wpływem protestów, ograniczyła.

W Europie jak zwykle na czele postępu maszerują Szwedzi, którzy oficjalnie dążą do zbudowania „cash free society” jak to ujmują. Gorzej budowanie nowego lepszego świata idzie Południowcom, jak Włosi czy Hiszpanie, gdzie gotówka pozwala na oszukiwanie fiskusa. Nawet przyzwyczajeni do oszukiwania własnego państwa Grecy w dużej mierze ulegli o czym świadczyły kolejki pod bankomatami i biadolący kolejkowicze, że nie mogą kupić jedzenia.

Właściwie to o co chodzi, skąd ta kampania i niekiedy obłędna wręcz nienawiść do obskurantów trzymających banknoty w skarpecie? Głównie chodzi o kontrolę oraz o możliwość skutecznego okradzenia własnej populacji (przepraszam „cypryzacji” ich depozytów).

Kontrola, wiadomo władza wie co z pieniędzmi robi obywatel. Pojawiają się opowieści o tym jak wystarczy w Skandynawii kupić kilkakrotnie w krótkim odstępie czasu alkohol, by doczekać się odwiedzin opieki społecznej. Skazanie za przestępstwo najczęściej wiąże się z nadzorem kuratora, bez którego zgody nie można dokonywać większych zakupów.

   Okradzenie obywateli, nie każdy ma swobodę jaką zapewniły bagnety Armii Czerwonej komunistom w Polsce w 1950 r. pozwalającą na wymianę pieniędzy tak, żeby zrujnować społeczeństwo. Nawet na Cyprze trzeba było zachować pozory. Trzeba uciekać się do takich sztuczek jak drukowanie pieniądza w połączeniu z ujemnymi (na razie realnymi, wkrótce też pewnie nominalnymi) stopami procentowymi. Tylko kto jest tak głupi, żeby trzymać pieniądze w banku na ujemny procent? Najlepiej wszyscy jak nie da się im wyboru. Co mądrzejsi mogą wcześniej wymieniać gotówkę na jakieś kosztowności. Nic z tego, pieniążki mają być bezpieczne w banku. Tym bardziej, że można uniemożliwić „run na banki” po prostu te banki zmykając jak w Grecji i wydzielając obywatelom kroplówkę by nie poumierali z głodu.

 Dość tych ogólnych rozważań, nie mamy na to wpływu, jak przyjdzie befehl z Brukseli to gotówka zniknie. Na razie jednak mamy wybór. Możemy posługiwać się gotówką, plastikiem, przelewem, komórką według swojego uznania (do równowartości 15.000 E przynajmniej). Są jednak osoby, które w imię nowoczesności i wygody zupełnie rezygnują z posługiwania się gotówką na rzecz transakcji bezgotówkowych.

Nie są nowocześni, są głupi. Pół biedy jak są singlami, wszak dietetycy zalecają okresowe, kilkudniowe głodówki. Gorzej jednak, gdy mają rodziny.Prześledźmy co może się stać. Dla przykładu awaria systemu płatniczego, na razie trwają takie awarie po kilka godzin maksimum i dotyczą pojedynczych banków. Czy ktoś odpowiedzialnie może zagwarantować, że nie zdarzy się tego typu awaria trwająca dłużej. Konto może zostać okradzione przez nieuczciwego pracownika banku (wbrew pozorom zdarza się częściej niż nam się zdaje, tylko sprawy są wyciszane), ktoś może skopiować naszą kartę i wypłacić środki w drugim zakątku globu. Wreszcie (przyznajcie się, już myśleliście, że o nim nie wspomnę?) Najlepszy Przyjaciel Rodziny może wyczyścić nam konto. Przez pomyłkę, albo i nie przez pomyłkę, bo zostaliśmy pozwani na stary adres, nakaz zapłaty się uprawomocnił, wszczęto egzekucję. Można to wszystko odkręcić? Można, zwykle po kilku miesiącach, a do tego czasu trzeba jakoś przeżyć.

  Uważam, że niezależnie od tego jak bardzo kochacie płacić swoim wypasionym smartfonem kosztującym więcej niż pensja kasjerki w sklepie, w którym płacicie, warto mieć w domu gotówkę na przeżycie z rodziną minimum tygodnia (najlepiej miesiąca). W innym przypadku może okazać się, że owa kasjerka ma władzę absolutną, ściągnie waszą kolację z taśmy i poradzi zjeść smartfona.

http://moneywise411.com/government-attempts-to-ban-cash-whats-most-disturbing-is-why-theyre-doing-it/

http://www.thelocal.se/20141012/sweden-close-to-being-cashless-society-report

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii